Panie gestap, panie gestap!

Ciężkie czasy okupacji hitlerowskiej. W Warszawie niby wszystko działa po staremu: jeżdżą tramwaje, choć podzielone na lepszych i gorszych, motłoch, stado wyganiane czasem z pojazdu wprost do łapanki, i panów, nur fur deutsche. I takim właśnie tramwajem wracał z pracy, a właściwie z paru piw po pracy, chłopak z Woli. Antek był już na granicy poważnego „zawiania”, ale trzymał się na nogach dzielnie. – Ta wojna to okropieństwo. Jeść nie ma co, pić nie ma co, aresztują, wywożą nie wiadomo gdzie i nie wiadomo za co – gaworzył cichutko do siebie Antek. To były dość odważne tezy, więc pasażerowie poczęli milknąć i przysłuchiwać się monologowi Antka. – A wszystko to przez tego drania z piekła rodem, przez tego przeklętego „Ha”! – zakończył podniesionym głosem Antek. Jeszcze dobrze „Ha” nie wybrzmiało, kiedy z drugiego końca tramwaju zaczął się energicznie w stronę Antka przepychać tęgawy jegomość, nietrudno się domyślić, że tajniak. – Co to za „Ha”? Kogo pan miał na myśli?! – zapytał tajniak, a w tramwaju zapadła grobowa cisza. – No, „Hurchila”, ma się rozumieć – odparował ze stoickim spokojem Antek, na co zdezorientowany tajniak osłupiał i począł się cofać wgłąb tramwaju. – Panie gestap, panie gestap! A pan kogo miał…

Żart śmierci wart

Czy można skazać na karę śmierci za powieszenie w latrynie plakatu wodza bratniego narodu? Czy można dostać 10 lat za „podanie lutownicy”? Takie właśnie wyroki wydawali sędziowie, którzy jeszcze do niedawna stanowili w Polsce prawo. Mówi się, że w Związku Radzieckim niejeden kanał i niejeden kamieniołom wybudowali żartownisie skazywani za opowiadanie dowcipów. W Polsce, w Bydgoszczy było podobnie, choć rzecz jasna na nieco mniejszą skalę. Karę śmierci orzeczono między innymi Tadeuszowi Lamprechtowi, którego winą było wyszydzanie Stalina i sojuszu polsko-radzieckiego. Lamprecht nie był grzecznym chłopcem. Pierwszy wyrok dostał 19 lutego 1946 roku. Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał go na trzy lata więzienia za posiadanie broni. Siedział w Wyrzysku, skąd uciekł podczas akcji odbijania więźniów politycznych przez oddział ?Jędrusia?. Poczuł smak przygody i wstąpił do leśnych oddziałów walczących z nowym okupantem. Przyjął pseudonim „Czesław”. Z bronią w ręku uczestniczył w napadach na funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i państwowe firmy. Brawurową akcją zakończył się m.in. napad na kasę kopalni w Wapnie, skąd w końcu czerwca 1946 roku oddział z Lamprechtem w składzie ?zarekwirował? 300 tysięcy złotych. „Czesław” uczestniczył w wielu takich akcjach, niektóre z nich polegały na chłostaniu aktywistów PPR. Kiedy oddział został rozbity, Lamprecht ukrywał się we wsi Julianowo. Ujawnił się…